niedziela, 14 czerwca 2009
Zmarł śp. Leon ZDANOWICZ, założyciel i redaktor czasopisma "Łabuź", regionalista Pomorza, pogrzeb 15.6.2009 w Łobezie
Z głębokim smutkiem i niedowierzeniem przyjęliśmy wiadomość o śmierci śp. Leona Zdanowicza – zakorzenionego w tej ziemi Sybiraka, poetyckiego kronikarza Łobezu i Pomorza, Trumna będzie wystawiona w Kaplicy Cmentarnej w niedzielę 14.06 br. od godz. 10. Pogrzeb odbędzie się 15 czerwca 2009 r. w poniedziałek o godz. 15.30 Ludwik Cwynar (cwynar@neostrada.pl) Zmarł nasz Przyjaciel, Leon Zdanowicz, Animator Kultury z prawdziwego zdarzenia. Mowa pogrzebowa, którą powiedziałem u grobu Leona: Żegnamy dziś kumpla i przyjaciela, ojca i rodzica zastępczego, brata i wuja. Leon Zdanowicz – człowiek o bogatym życiorysie, pasjonat, ekscentryk, poeta, prozaik, satyryk, wydawca, działacz kultury w najlepszym tego słowa znaczeniu. Zawsze człowiek osobny, niestandardowy, inny, zbuntowany, antyinstytucjonalny, a więc wolny, kontestator, opozycjonista, kiedy innym jeszcze się nie śniły bunty, zwłaszcza w pojedynkę. Zszargany przez życie, świat, los… A pod pozornie gruboskórną powierzchownością i takimż językiem – człowiek wrażliwy, poraniony, rozumiejący jak nikt ludzi nieprzystosowanych. Wciąż młody, poszukujący, pewien swego i rozedrgany w zwątpieniu, impulsywny i nagle refleksyjny, dumny i natrafiający na upokorzenia. Takimi oksymoronami można by Go długo charakteryzować. Już w podstawówce składał jakieś wiersze uszczypliwie opisujące świat i ludzi. W zawodówce założył kabaret, potem uczył się, czytał, wyjeżdżał i wracał. Wkraczając w dorosłość, wkroczył w chorobę. Znamy Go z heroicznego jej pokonywania. Jako ostatni z łobeskich Sybiraków dopiero niedawno dostał rentę. Skończył studium teatralne, więc łatwo mu było animować klub „Pigmej”, potem „Gladiator”. Kiedy tamta aktywność przeszła do legendy, założył „Łabuzia”; drukował debiutantów i znanych autorów. Rozsławił Łobez daleko poza jego opłotkami. Na dobre wszedł do literatury 40 lat temu, debiutując na łamach „Głosu Szczecińskiego” opowiadaniem „Coś okrągłego”, od razu nagrodzonym. Tworzy w szczecińskim Klubie Młodych Pisarzy ZMW. Publikują Go w ośmiu kolejnych almanachach przez 8 lat. Tę Jego aktywność odnotowano w encyklopedii „Literatura polska”. Tu chciałbym zacytować tylko jeden z licznych listów kondolencyjnych autorstwa prof. Andrzeja Lama: „Zawsze będę pamiętał o Nim, o Jego oddaniu wyższym celom, które równie głęboko pojmował, co odczuwał. Budził szacunek Jego szacunek dla wiedzy bez zatracenia tego, co było w Nim spontaniczne i naturalne. I wielka bezinteresowność, która kazała Mu pamiętać bardziej o innych niż o sobie. I jeszcze męstwo, z jakim znosił cierpienie. Trudno uwierzyć, że odszedł. Andrzej Lam” W latach osiemdziesiątych prowadzi Leon z żoną w Myszkowie rodzinny dom dziecka. Zamieszkuje go 11 osób. Gdy dzieci się usamodzielniły, wraca na łobeskie śmieci. Tułaczkę po mieszkaniach pełnych barier kończy przy Placu Spółdzielców. Na biurku leżała tam zawsze otwarta mała Biblia. Niech nie dziwi nas werset z Leonowego poematu „Łabuź”: „Mam swoje miejsce obok Pana ten barłóg trawy mokry rosą” Wieczne odpoczywanie racz Mu dać, Panie! Ludwik Cwynar składam tą drogą, wyrazy współczucia, http://sowa-frankfurt.ning.com/photo/zmarl-sp-leon-zdanowicz
czwartek, 06 września 2007
piątek, 09 lutego 2007
poniedziałek, 05 lutego 2007
Jednym słowem: XV lat
Drogi Leonie, cieszę się, że Ludwik się cieszy i że Ty się cieszysz, ale mniej już mnie cieszy to, czego zupełnie nie rozumiem, a między innym np. to, że "psí vino. časopis pro současnou poezii", którego pierwszy numer wydał Jaroslav Kovanda w Zlinie z datą 27. září 1997, miejscowości zaszczytnie prowincjonalnej jak Łobez, w którym Ty pierwszy numer "Łabuzia" wydałeś XV lat temu, przeniesiono ze Zlina do Pragi, bo czyż mogło by cieszyć kogokolwiek, gdyby "Łabuź" decyzją Redakcji przeniesiono za dofinansowaniem Ministerstwa Kultury nieopatrznie bliżej centralnych władz, gdzie ostatnio "Dziadom" tak odbiło, że żaden Polak nie powinien już wiedzieć, gdzie stali żydzi, kiedy jeszcze w ogóle nie było na świecie ZOMO. 3maj się albo też: Czymajcie się z Ludwikiem oba. Wasz Stefan we Frankfurcie, 5 lutego 2007 ----- Original Message ----- From: "pkl. "XabuX"" <labuz@free.art.pl> To: "SOWA" <sowa-frankfurt@t-online.de> Sent: Sunday, February 04, 2007 10:29 AM Stefan! Nie rozumiem dlaczego "Łabuzia" przypisujesz Cześkowi, skoro fakty są inne. I Ty o tym wiesz? Pozdrawiam. leon Ps. Dziękuję za upublicznianie "Łabuzia". Ludwik się cieszy i też, także dziękuje.
niedziela, 04 lutego 2007
Swidwin, Brama Kamienna
Drogi Leonie, z Frankfurtu nad Menem informuje Ciebie, że w Piśmie "Krajobrazy Dziedzictwa Narodowego" nr 1 (5) 2001 wydawanym w Warszawie przez Ośrodek Ochrony Zabytkowego Krajobrazu, p. Andrzej Kosiński, architekt, pracownik naukowy Politechniki Krakowskiej w artykule dedykowanym p. drowi Andrzejowi Michałowskiemu, Dyr. i Red. Nacz. "Krajobrazów" m.in. pisze: "... Tymczasem w Europie Zachodniej, której standardy są jednym z celów polskich przemian, poziom życiowy i estetyczny małych miast należy do najwyższych w skali krajowej. Nie ustępuje on standardom metropolii, a często go nawet przewyższa. Pojęcie prowincji posiada tam charakter pozytywny, a nie pejoratywny jak u nas. Traktowanie prowincji z szacunkiem i dbałość o jej wysoki poziom zwłaszcza w małych miastach jest przejawem zachodnioeuropejskiej kultury i cywilizacji...".Święta prawda, i takie jest Wasze samopoczucie w Łobezie, i filozofia "Łabuzia", i stąd też moja do Was sympatia. Należałoby powiedzieć: nic dodać!!! Utwierdzając Cię, Leonie, w sensie robienia "Łabuzia", informuję, że "Krajobrazy Dziedzictwa Narodowego" są lekturą obowiązkową. Tymczasem w Europie..., Leonie. Z najlepszymi pozdrowieniami na Prowincji NIC po nazwisku b. Dyr., która kasowała i miała dla Niemców wyniki badań w dziedzinie: Polonia: Anna Wolf-Poweska
Stefan Kosiewski: Uprościć Polonię w Niemczech (o badaniach i zadaniach) http://zgoda.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?284335 Drodzy L.& L., serd. pozdr. sk
czwartek, 09 listopada 2006
Otto Puchstein II odsłania kamień pamiątkowy
Artykuł zamieszczony w niemieckiej gazecie Südkurier wywołał lawinę zainteresowania przeszłością w polskim miasteczku Łobez w woj. zachodniopomorskim. Otto Puchstein, stryjeczny prawnuk niemieckiego archeologa profesora Ottona Puchsteina, mieszkający w Weiterdingen (Badenia-Wirtembergia) jest więcej niż zaskoczony i poruszony: - Nigdy nie spodziewałem się takiej reakcji i zainteresowania artykułem zamieszczonym w gazecie. Nie spodziewałem się nigdy także tego, że będę odsłaniał kamień pamiątkowy ku czci profesora Ottona Puchsteina, mego bliskiego krewnego i rodowitego mieszkańca Łobza, miasteczka leżącego teraz w Polsce, dokąd w 1911 roku zostało - na jego życzenie - przewiezione z Berlina i pochowane jego ciało w naszym rodzinnym grobowcu - powiedział nam. Całe zdarzenie miało swój początek w maju 1988 r., gdy Südkurier zamieścił na swych łamach artykuł o Ottonie Puchsteinie z Weiterdingen, który w odziedziczonej szafie odkrył 500 fotografii i negatywów z roku 1905 z terenu wykopalisk w Pergamonie i Baalbeku, leżących na terenie dzisiejszej Turcji i Libanu. Wykopaliska te prowadził prof. Otto Puchstein, a towarzyszył mu jako fotograf jego bratanek Eryk Puchstein. Następnie artykuł trafił do Dietera Fröbla, nauczyciela z Naumburga, urodzonego w Łobzie. Zredagował on na ten temat artykuł i przesłał do Łobza, miasta urodzenia i spoczynku Ottona Puchsteina. Polscy nauczyciele i uczniowie byli tak podekscytowani, że podczas lekcji przetłumaczyli cały artykuł na język polski i powołali do życia grupę do gromadzenia dalszych materiałów i informacji o prof. Puchsteinie. Co więcej, w tamtejszym Domu Kultury [dziś w SP2 w Łobzie (mgr Lidia Lalak-Szawiel) i w SP w Starogardzie Łobeskim (mgr Czesław Szawiel) - przyp. red.] przygotowano pomieszczenie, w którym zgromadzono dokumenty, pisma i książki prof. Ottona Puchsteina, a także pamiątki po nim otrzymane z Archiwum Familii Puchstein w Weiterdingen, z którym został nawiązany serdeczny kontakt.[Dodajmy, że organizatorzy ekspozycji odbyli podróże do tych miejsc i dołączyli współczesne zdjęcia tamtych zabytków. Prezentowali także w mieście wystawy czasowe. - red.] "Z zadziwiającym szacunkiem mieszkańcy Łobza odnoszą się do pamięci prof. Ottona Puchsteina - powiedział nam Otto Puchstein II, kustosz archiwum familii Puchstein. - Podczas odsłaniania wielkiego granitowego kamienia, ustawionego na przycmentarnym zieleńcu byłem tam. I to właśnie ja dokonałem jego odsłonięcia. Uczyniłem to zdejmując flagę miasta Łobez, którą był przykryty obelisk." Otto z Weiterdingen odbył podróż do Łobza i do dnia dzisiejszego jest tym faktem poruszony. - Zostałem nie tylko serdecznie przyjęty, ale sama moja obecność tam miała charakter uroczysty. [Dodajmy, że O. Puchstein z małżonką był już w Łobzie wielokrotnie. - red.] "Tym, co prawie ścięło mnie z nóg, był fakt, że oni wiedzieli więcej o mojej rodzinie niż ja. A z mego krewnego prof. Ottona Puchsteina uczynili świetlaną postać." [Odbyła się bowiem sesja naukowa o rodzinie Puchsteinów w Łobzie - red.] Takie fakty dla Ottona z Weiterdingen, po niechlubnej przeszłości, jaką mają za sobą Niemcy i Polacy, są więcej niż snem. - Polacy, którzy teraz mieszkają w Łobzie, są pełni szczerego pragnienia i potrzeby poznania przeszłości swej ziemi. Mój krewny niechybnie był wielkim człowiekiem [badał starożytności greckie w Grecji i na Sycylii, odkrywał ślady Hetytów w Azji Mniejszej i odczytywał ich pismo, zrekonstruował Ołtarz Pergamoński, perłę zbiorów berlińskich - dopisek red.], dlatego go uhonorowali kamiennym obeliskiem mimo tego, że był Niemcem. Urodził się jednak w Łobzie i tutaj jest jego grób. Tamta uroczystość była czymś więcej niż odsłonięciem pamiątkowego kamienia. Z tej małej miejscowości Łobez tego dnia Polskie Radio Szczecin relacjonowało przebieg imprezy, a ogólnopolska i pomorska prasa zamieszczała materiały i artykuły na temat uroczystości. Całą uroczystość odsłonięcia kamienia pamiątkowego prowadził polski nauczyciel-historyk. Cytujemy wypowiedź Ottona Puchsteina II w trakcie odsłonięcia kamienia-obelisku: - Pamiątkowy kamień ku czci prof. Ottona Puchsteina jest punktem wiążącym sieć narodów, która połączy nas we wspólną Europę. Niewątpliwie jest w tym zasługa Ottona Puchsteina II, który jeszcze mieszkając w Świdwinie w latach trzydziestych i na początku lat czterdziestych - urodził się w 1936 r. - od dwunastego roku życia gromadzi rodzinne pamiątki i dokumenty. Z niemieckiego tłumaczyła Margareta Przybyła
piątek, 07 października 2005
rysunek do wiersza
http://www.realhomepage.de/members/sowa/index.html
N.C. Na fałszywych stuzłotówkach – widać to najlepiej Pod słońce – tak jakby się jeszcze wahał, Czy nie lepiej pójść za przykładem pitagorejczyków, Którzy mieli zwyczaj przekazywania tajemnic Swojej nauki ustnie: przyjaciołom, uczniom, Najbliższym. Nie przez zazdrość Jak czynią to kotlarze w powszechnym mniemaniu Z tajemnicą pobielanych patelni Obracanych w dłoni, srebrnych Błyszczących jak srebrny pieniądz. To znów nic nie wartych garnków Z których spływa cyna. Ale Żeby nie narazić się na poniżenie, szyderstwo I wzgardę tych, co nigdy nie zmarszczą czoła Nad rzeczą, która nie miałaby im przynieść zysku. Decyduje się oddać do publikacji, boć U Cycerona już trafić można na wzmiankę, Że Niketas sądził...A potem jeszcze Parę nazwisk u Plutarcha i pitagorejczyk Filolaos i Heraklejdes z Pontu i pitagorejczyk Ekfantos. Cóż więc, że Laktancjusz, sławny zresztą pisarz Lecz słaby matematyk stawia na arkana I na nieśmiertelność. Skryba i kotlarz Przestaje z monetą. (1998) - Czesiek SZAWIEL, rysunek do wiersza Stefana KOSIEWSKIEGO Künstler - 11. http://sowa.blogg.de/eintrag.php?id=652 off-line
wtorek, 04 października 2005
o inne spojrzenie Polaków na swoich wschodnich sąsiadów
KULTURA - Giedroyć - konieczność innego spojrzenia przez Polaków na swoich wschodnich sąsiadów Kinder und Jugendliche - 27. Dienstag, 04.10.2005 ![]() (...) Prośba Cześka o to ,żeby napisać coś o moich kontaktach z Giedroyciem, niemal wywołała we mnie wyrzuty sumienia z powodu banalności wymienionych z redaktorem paryskiej „Kultury” słów, bo nie było w nich nic takiego, co mógłbym teraz przekazać do Kraju. No i ta piwnica, o której już wiesz, w której przechowywałem kilkadziesiąt roczników „Kultury” przywiezionych z Monachium, otrzymanych w darze od Włodka Sznarbachowskiego (Włodek ma w tym roku 9O urodziny, a Frassati-Gawrońska, która wywiozła go we wrześniu 39 roku z Polski razem z żoną generała Sikorskiego i setką innych Polaków, w sierpniu obchodziła setne); piwnica, w której nic nie było – jak stwierdza w piśmie do mojego adwokata przedstawiciel właściciela budynku – a tylko „stare śmieci”, które powodowały zagrożenie pożarowe. Mówiłem Ci: osiem pudeł po bananach, których w latach osiemdziesiątych nie mogłem przewieźć do żadnej biblioteki w Polsce z Encyklopedią Brytanica, bo jeszcze nie była pora na takie jazdy i lektury w kraju. Nie mogłem, ale chciałem. A może chciałem i nie mogłem ? Czytam dzisiaj w „Dzienniku Kijowskim” - to taki polski dodatek do „Hołosu Ukrainy”, redagowany przez Staszka Panteluka w Kijowie – co o Giedroyciu powiedzał na Ukrainie w tym roku Leopold Unger, a z reporterską dokładnością zapamiętał sobie Borys Dragin (ma taki dar do pamiętania, podziela chyba z Cześkiem też coś, co przyjdzie nazwać tu serdeczną, segestywną emocjonalnością): „... z Juliuszem Mieroszewskim, który był w dużym stopniu ideologiem „Kultury”. Mieszkał w Londynie i przez 40 lat nie był ani razu w Maisons-Laffitte. A Giedroyć widział go tylko jeden raz w Londynie przez ten cały okres...”. Można było z Giedroyciem współpracować, wymieniać się korespondencją, lub uwagami przez telefon jak Unger. Można było nie widywać się albo i nie publikować w „Kulturze”. Nie sposób było jednak przejść obojętnie obok myśli wskazującej na konieczność innego spojrzenia przez Polaków na swoich wschodnich sąsiadów,innego niż nacjonalistyczne, obcego dogmatycznemu klerykalizmowi. Nie można było też spoza zwyczajowych grzeczności, które warunkowała banalność frankfurckiego bazaru książki, wydobyć czegoś bardziej charakterystycznego dla Giedroycia od spokoju spojrzenia, który unosił się nad głowami innych uczestników tego spektaklu: wydawców, dziennikarzy, przeróżnych dziwnych osób. Gości z jednej i drugiej strony żelaznej kurtyny. W sobotę stoisko „Kultury” było puste, Giedroycia nie było. Były: papucie, wzrok, jakieś zwykłe, nic nie znaczące słowa, i te pudła po bananach wypełnione „Kulturą”. Frankfurt nad Menem,10 października 2002 r. Stefan Kosiewski: Z listów do Leona (Zdanowicza) ![]() * Vor fünf Jahren, am 14. September 2000, starb Jerzy Giedroyc - Gründer des Literaturinstituts am Maison-Lafitte und der Literaturzeitschrift “Kultura”. * Lidia Lalak-Szawiel, żona Cześka - Łobez 2000 r. |
Ostatnie notki
Zakładki:
EU-Fotos
Exclusiv
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
|